Relacja uczestniczki z naszej gminy w Rejsie Niepodległości

      Przepłynęłam łącznie prawie 7 tysięcy mil morskich, poznałam wyjątkowych ludzi i miałam okazję w nietypowy sposób, uczcić 100-lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości.

    Tak w skrócie mogę opisać moją przygodę, która zaczęła się 13 sierpnia, jeszcze kilka dni przed wejściem na pokład Daru Młodzieży. W słoneczny poniedziałkowy poranek, wyruszyliśmy grupą około 50 osób z lotniska Fryderyka Chopina w podróż życia.

    Przed wylądowaniem w stolicy RPA, gdzie czekał na nas statek, mieliśmy krótki przystanek w Dubaju, na jednym z największych lotnisk świata. W ciągu zaledwie 3 godzin, z pomocą polskiej stewardessy, udało nam się wyjść z lotniska, zamówić taksówki i pojechać pod najwyższy budynek na świecie- Burdż Chalifa. Zrobił na nas niesamowite wrażenie, prawie takie samo jak temperatura, która mimo nocnej pory sięgała prawie 40 stopni. W końcu o 2 nad ranem, mokrzy, ale szczęśliwi wsiedliśmy do samolotu, który leciał już prosto do Kapsztadu. Czekał tam na nas polski ksiądz, który zorganizował nam miejsce do spania i zaprosił na wieczorną kolację z jego parafianami. Po Mszy Świętej spotkaliśmy się z ludźmi, którzy pochodzą aż z 16 krajów Afryki. Każdy po kolei prezentował jakiś element swojej kultury: były narodowe tańce, piosenki i opowieści o lokalnych zwyczajach. Kiedy przyszła kolej na nas, opowiedzieliśmy najciekawsze informacje o Polsce, a później zatańczyliśmy wspólnie Poloneza. Nasze kultury pozornie są bardzo różne, ale przy wspólnym stole bardzo szybko nawiązaliśmy dobry kontakt i ciężko było nam się z nimi rozstać. Kolejnego dnia udało się nam zobaczyć najciekawsze miejsca w Kapsztadzie, takie jak Wzgórze Sygnałowe i zapierający dech w piersiach widok na całe miasto u podnóża Góry Stołowej. Stary port, gdzie zjedliśmy pyszną, lokalną rybę oraz wybrzeże, gdzie mogliśmy zrobić sobie zdjęcia z pingwinami.

     Po Kapsztadzie dopłynęliśmy do pierwszego z naszych portów, którym był Mauritius. Na tej tropikalnej wyspie zobaczyliśmy największy na tej półkuli ogród botaniczny. Również park krajobrazowy ,,7 kolorów ziemi’’, który wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO, zachwycił nas swoją różnorodnością. Poza zorganizowanymi wycieczkami mieliśmy chwilę czasu, by przejść się uliczkami tej wyspy, spróbować lokalnego jedzenia i owoców oraz zobaczyć jak żyją tutejsi ludzie.

     Następnym przystankiem miała być stolica Indonezji- Dżakarta. Tam przywitano nas wyjątkowo uroczyście. Przy kei grała orkiestra Marynarki Wojennej i oczekiwały nas lokalne władze oraz nasza Pani Minister. Miasto zaskoczyło nas swoją odmiennością, pierwszy raz mieliśmy do czynienia z azjatycką kulturą. Ulice były bardzo zatłoczone, roiło się od skuterów, samochodów i tuk-tuków, czyli charakterystycznych małych, lokalnych pojazdów. Wydawało nam się, na pierwszy rzut oka, że jest tutaj wyjątkowo biednie, lecz mimo to, ludzie byli bardzo serdeczni, witali nas przyjaźnie i często chcieli sobie zrobić z nami zdjęcia. Razem z załogą pojechaliśmy na wycieczkę do ,,Taman Mini”, gdzie na obszarze kilkudziesięciu hektarów, była niemal cała miniaturowa Indonezja. Wypożyczyliśmy rowery i objechaliśmy cały kompleks, zatrzymując się w najciekawszych miejscach.

    Singapur był portem, gdzie kończyliśmy swoją przygodę. Tutaj niestety tego samego dnia o północy lecieliśmy już z powrotem do Polski. Mieliśmy tylko kilka godzin na to, żeby zobaczyć chociaż małą część miasta. Pojechaliśmy pod ogromy hotel, który składa się z trzech wieżowców połączonych dachem w kształcie łódki. Następnie szybkim krokiem przeszliśmy przez niesamowite ogrody, w których moglibyśmy spędzić dobrych kilka godzin, przechadzając się leniwie alejkami i wąchając kwiaty. Zrobiliśmy piękne zdjęcia i musieliśmy wrócić na statek po nasze torby i plecaki. I tutaj niestety czuć niedosyt, bo miasto robi ogromne wrażenie, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się tutaj wrócić.

       A teraz trochę opowieści z życia na statku, bo zwiedzanie to zaledwie chwila, w porównaniu z tym, ile czasu spędziliśmy na pokładzie Daru Młodzieży.

       Do tej pory pływałam na innym żaglowcu, który jest trzy razy mniejszy, więc byłam ciekawa wyglądu i systemu funkcjonowania ,,Białej Fregaty’’. II wachta, do której zostałam przydzielona obsługuje środkową część statku- śródokręcie i pracuje w godzinach 16-20 i 4-8 rano. Do naszych obowiązków należało wiele zadań, począwszy od zamiatania pokładu, aż po wymienianie żagli na naszym maszcie. Co trzy dni oprócz takich czynności jak sterowanie, nawigacja, czy obserwacja statków przepływających w pobliżu, dochodziła nam tzw. ,,dobówka”. Polegała ona na wykonywaniu prac pod pokładem. Trzy osoby pomagały w kuchni, kolejne trzy były na pentrze załogowej i studenckiej, gdzie wydawały posiłki, po dwie osoby do toalet i korytarzy, a reszta była do dyspozycji bosmana.

    Jednym z ciekawszych doświadczeń, które nie zdarzyło mi się do tej pory, był najdłuższy przelot bez zawijania do portu. Przez 27 dni byliśmy odcięci od świata, bez dostępu do internetu, długo nie widzieliśmy nawet żadnego innego statku – byliśmy w końcu na środku Oceanu Indyjskiego. Więc co można robić tyle czasu na wodzie?

      Wolny czas pomiędzy wachtami spędzałam na nauce gry w brydża, integracji przy planszówkach oraz udziale w DKF, czyli Dyskusyjnym Klubie Filmowym, zorganizowanym przez ekipę filmową, która płynęła razem z nami, tworząc film dokumentalny o naszym rejsie. Nauczyłam się także wielu nowych umiejętności żeglarskich, począwszy od znajomości wszystkich lin, których jest prawie 200, aż po węzły i wykonywanie manewrów. Przed samym wpłynięciem szykowaliśmy nasz Dar, by pięknie wyglądać w porcie. Każda wachta malowała swoją część statku, myła pokład i trenowała wchodzenie na maszty. Podczas wchodzenia do jednego z portów odbyła się parada rejowa. Każdy z nas w jednolitym stroju, ubrał szelki asekuracyjne i wszedł na wyznaczone wcześniej miejsce na maszcie. Z dołu wyglądało to bardzo imponująco i również my, z góry z wysokości 50-ciu metrów, mogliśmy podziwiać panoramę Dżakarty.

     Mój etap był wyjątkowy pod względem różnorodności portów- zaczynałam w Afryce, a kończyłam w Azji. Po drodze mijałam Przylądek Dobrej Nadziei, aktywny wulkan Krakatau, a także miałam okazję przejść chrzest równikowy. Jest to stara tradycja żeglarska, polegająca na tym, że każdy, kto pierwszy raz przekracza równik, musi wykonać szereg zadań, by móc dostąpić zaszczytu pocałowania pierścienia Neptuna i otrzymania nowego morskiego imienia. Była to także okazja do poznania niesamowitych ludzi z całej Polski, zebrania bagażu doświadczeń i nowych umiejętności oraz wspomnień, które z pewnością pozostaną na długi czas w mojej pamięci.

      Kolejny przystanek- Panama! Już 12 stycznia lecę razem z uczestnikami Rejsu Niepodległości na Światowe Dni Młodzieży, by wspólnie przeżywać ten czas i spotkać się z Ojcem Świętym. Nagraliśmy dla Niego filmik, w którym zachęcamy go, by odwiedził nas na pokładzie Daru Młodzieży.

https://www.youtube.com/watch?v=Mh3Zg22miKo&fbclid=IwAR1BaBDVtEzubeO6OH26wz5YbG6HNCcs2x3wnNM-BWrSaRpuxEeJ8JAmIL8

Plik do pobrania:
Relacja uczestniczki z naszej gminy w Rejsie Niepodległości

Urszula Pochodowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *